fitnessclub at ownlog '06

25.07.10


Link 25.07.2010 :: 09:22 Komentuj (0)
Mam mieć sesję zdjęciową z Edytą Herbuś. Jestem już na miejscu, w jakimś magazynie ciemnym, a Edyty nie ma. Pojawia się z Mariuszem Trelińskim późnym popołudniem, kiedy światło jest już słabe. Fotografować ma nas Tyszka. Ustawiamy się, ja leżę w samych majtkach, fioletowych, a Edyta siedzi na mnie i się uroczo uśmiecha. Jedyne światło wpada przez niewielki świetlik. Nic nie widać, wszystko się rozmazuje, więc po kilku próbach zdjęcia się kończą. Chciałbym jednak dostać ładne jeansy, które miałem nosić do sesji. Nie stać mnie na nie, ale Edyta i Mariusz dają mi po stówce. Wzbraniam się, ale namawiany przez nich i przez znajomych biorę. Wybieram jeansy, ale nie mogę sobie przypomnieć, które dokładnie mi się podobają. Z pomocą przychodzi Edyta. Okazuje się, że w tym sklepie nie ma takich, jak chcę, granatowych. Wszystkie inne kosztują 90 zło.

20.07.10


Link 20.07.2010 :: 08:43 Komentuj (0)
Podróżuję samolotem po Izraelu. Samolot lata zdecydowanie za nisko, ale się nie boję. Po wylądowaniu dołączam do żydowskiej grupy disco polo, w której śpiewa Justyna Steczkowska. Na pierwszym występie w podrzędnej budzie, chce żebym grał na klawiszach. Bardzo się wzbraniam, chcę bas albo perkusję, ale dostaje mi się dziecinna gitarka z klawiszami. W czasie koncertu szaleję na scenie, przyciskając na chybił trafił klawisze. Gramy dwie piosenki, jakieś pijackie szlagiery. Obaj klienci są bardzo pijani i zadowoleni. Justyna z nostalgią wspomina czasy, gdy miała 16 lat i gdy nagrywała z Ciechowskim.

17.07.10


Link 17.07.2010 :: 11:03 Komentuj (0)
Myślenice - Ula chce żebym do niej wrócił. Mam wątpliwości, choć czułości nie brakuje. Poza tym dziewczyny w szkole i w kopalni. Ratujemy świat, uprawiamy seks.

11.07.10


Link 11.07.2010 :: 09:56 Komentuj (0)
Gram w zastępstwie w spektaklu Warlikowskiego na podstawie tekstu Sarah Kane. Sztuka kończy się wieszaniem na żarówce i prawie się duszę zanim mnie odcinają. Po skończonym przedstawieniu dowiaduję się, że za chwile mam grać to samo, ale dla dzieci. Krzysztof Globisz informuje mnie, ze muszę też być w teatrze 18. Mówię o tym na przerwie Danucie Stence, że nie mogę grać, bo planowałem jechać na offa. Ona tez jest niezadowolona, bo musiała odwołać wakacje, ale nie jest tak zaskoczona, jak ja. W czasie drugiego spektaklu podchodzą do sceny moi rodzice i próbują powiedzieć, ze już wychodzą. Nie przerywam gry. Na widowni widzę niezadowolonego Wiedemanna.

michałki


Link 26.06.2010 :: 14:38 Komentuj (0)
śni mi się, że "jedziemy na łąkę" (?!). Cokolwiek to znaczy, po drodze gubimy się. Piję wino i gram coś dla siebie, bardzo niezadowolony. Nie z Twojego powodu - po prostu czuję zawód. "To miała być światowa trasa" mówię, mając na myśli tę łąkę, tymczasem to bocznica na jakimś zadupiu, nie można kupić picia, umiarkowany upał.
Moja efektowna koszula jest brudna na mankietach.
Czekam, aż pojedziemy dalej, zdaje się, że w planach była uroczystość kościelna z wyraźnym udziałem wspólnych znajomych.

giera (w: http://hajfa.wordpress.com/)


Link 16.06.2010 :: 22:40 Komentuj (0)
Śniło mi się, że razem ze Szczepanem Kopytem odprowadzałem Agnieszkę Mirahinę na pociąg do Wrocławia. Gdy przyszliśmy na dworzec, to okazało się, że jej pociąg wypadł z rozkładu jazdy i następny ma dopiero nad ranem o 04:25. Szczepan, w naszym imieniu, zdeklarował, że z nią poczekamy. Przeszliśmy do poczekalni. Okazało się, że poczekalnia jest we Wrocławiu, znaczy wyglądała jak wrocławski holl i poczekalnia dla podróżnych była tam, gdzie teraz jest McDonald’s, tylko nie było McDonald’a, a wielka sala, prawie pusta, w sensie nie było w niej prawie nikogo, choć hollem chodziło bardzo dużo ludzi. W poczekalni były wielkie, drewniane, brudne stoły, na których leżały ceratowe maty w szare kwiatki. Przy jednym stole siedział Bartosz Sadulski, więc się do niego dosiedliśmy. Stół był na jakieś 15 osób, taki był duży. Bartek zamówił dla nas po puszce Isostara. Wszyscy paliliśmy papierosy, ale one się nie wypalały, cały czas mieliśmy tego samego papierosa w dłoniach. I rozmawialiśmy. Szczepan z Agnieszką, a ja z Bartkiem. Nie wiem o czym rozmawiali oni, my rozmawialiśmy o traumatycznych związkach emocjonalnych ze zwierzętami, że wcale nas nie kochały, tylko tak pokazywały, oszukiwały, łasiły się, a potem odchodziły. Nagle do poczekalni wtacza się dwóch pijaczków, którzy zaczynają krzyczeć do Agnieszki, że ją kochają i pójdą za nią wszędzie. Aga się czerwieni. Pojawiają się policjanci w mundurach, którzy wyciągają pijaczków z poczekalni, za ubrania ich ciągną, szarpią, spychają na dół, po schodach ciągną. A oni zaczynają się robić coraz bardziej agresywni, krzyczą. Nie słyszę co, ponieważ muszę odebrać telefon, dzwoni ktoś z firmy. Odchodzę na bok, by spokojnie móc rozmawiać: samochód jadący do Poznania miał wypadek, koziołkował na autostradzie, trzeba jechać zbierać paczki, bo się porozsypywały. Słucham tego wszystkiego, ale patrzę też na to, co robią pijaczkowie. Teraz chcą przytulać policjantów, którzy wołają przez radio „Zero-osiem, tu zero-osiem, wzywam pomocy, pomocy”. Od razu wpada ekipa 7-8 klesi, pewnie także policjantów, ale w cywilu. Przepychają pijaczków na drugą stronę, vis à vis Maka. Ale tam nie ma kas, tylko zagajnik, lasek, kilka drzewek i śnieg, a w tym śniegu wrak samochodu. Pijaczkowie starają się dobiec do tego wraka, by się w nim ukryć, policjanci biegną za nimi. Jeden z nich dopada młodszego z nich i podcina mu nożem ścięgna prawego kolana. Facet się przewraca, zaczyna krwawić, policjant – tak wygląda to z daleka – stara się go złapać, ale nie, zadaje mu dodatkowe ciosy nożem, koleś już bardzo krwawi, ma rozcięty brzuch, wypływają jelita, dymią się, parują na śniegu. Wszędzie jucha. Podbiega jeszcze 2ch i tną go także. Tną sprawnie, zawodowo. Z jakąś baletową lekkością. Nie rozmawiam już przez telefon. Wcisnąłem czerwoną słuchawkę, rozłączyłem się, staję za słupem, przerażony. Jestem wystraszony. Ludzi, którzy chodzili hollem, których było dużo, ubywa, policjanci w mundurach także się ewakuują, tylko 3 osoby przyglądają się całej scenie. Moje przerażenie osiąga maksimum, gdy jeden z policjantów dopada drugiego pijaczka, tak się na niego rzuca, robiąc jakiś ekstra chwyt na lewej nodze, że ten uciekający się wywraca. Chwyt był tak skuteczny, że facet ma otwarte złamanie, wyskoczyła mu kość powyżej rzepki kolanowej. Podbiegają pozostali policjanci niczym wataha wilków, otaczają go kołem i zaczynają się nad kolesiem pastwić, nie widać dokładnie. Wyciągam telefon i zaczynam to wszystko filmować. Nie wiem po co, ale filmuję. Nie patrzę w tamtym kierunku, macham głową na Szczepana, chcę, aby do mnie podszedł, ale one na mnie nie patrzy. Zaczyna świtać. Ktoś wyrywa mi telefon z ręki i sprawnym ruchem wyciąga kartę PIN. Zaczynam się sprzeczać z tym kimś, z policjantem, żeby mi oddał telefon. A on, że rekwiruje, bo to dowód w sprawie o zniesławienie policjantów. Mówię, że nie mogę mu oddać tego aparatu, bo to jest firmowy. „To po co pan filmował?”, pyta. I popycha mnie barkiem na innego policjanta, ten mnie odpycha, na jeszcze innego i tak sobie mnie przepychają, jak piłeczkę. Mówię „Panowie, ale to nie tak. Wy jesteście ci dobrzy.”. Oni w śmiech. „Wy macie dbać o społeczeństwo”, dalej mnie sobie przepychają, w czyichś rękach pojawił się nóż, zaczynają mi ciąć sweterek (taki wełniany, duży, rozciągnięty à la Radek Wiśniewski). Bardzo ich to wszystko bawi. Wciąż głośno się śmieją. Mówię już jedynie: „Wy musicie być dobrzy, wy dobrzy” i „Dlaczego mi to robicie?”.

08.06.10


Link 08.06.2010 :: 00:37 Komentuj (0)
skakałem ze spadochronu z najwyższego szczytu tatr, ale wylądowałem nie tam, gdzie chciałem, więc musiałem pieszo wrócić do myślenic, gdzie czekali na mnie rodzice

23.05.10


Link 23.05.2010 :: 10:49 Komentuj (3)
W tramwaju, do którego wsiadłem, spotykam Janusza Rudnickiego, który jest kontrolerem biletów. Przez chwilę jest zamieszanie związane z biletami, ale kiedy Janusz zauważa, że jadę z Martą mówi, że ona mnie zdradza. Na dowód odprowadza mnie na przód tramwaju i pokazuje komiks swojego autorstwa, w którym Marta rzeczywiście stoi narysowana i zdradza mnie. Rudnicki wymawia imię i powtarza je.

07.05.10


Link 07.05.2010 :: 12:15 Komentuj (0)
Mariusz Grzebalski wysyła mnie i Przemka do Tajlandii, byśmy zdobyli i przywieźli z powrotem zwłoki Jacka Gutorowa. Obiecuje nam za udaną misję 2000 zł. Idziemy z Przemkiem do pokoju obok, bierzemy pierwszą lepszą trumnę i przynosimy Mariuszowi. Grzebalski jest bardzo zadowolony z szybkości i precyzji akcji. Wypłaca nam 5 w tamtejszej walucie. W tabeli sprawdzam, że to tylko 999 zł.

26.04.10


Link 26.04.2010 :: 08:34 Komentuj (0)
Janusz Rudnicki, wpisując mi ocenę do indeksu zaznacza, że moim jedynym błędem jest to, że widziałem go bez ubrania. Dostaję piątkę z minusem.

25.04.10


Link 25.04.2010 :: 13:14 Komentuj (0)
1. Policja zabiera mnie na komisariat, obok którego płonie budynek. Trudno jest wejść na górne piętra, bo dym się wzmaga. Pomagam policjantom gasić rozprzestrzeniający się pożar. Ogarniam sytuację i przejmuję dowodzenie. Zarządzam utworzenie łańcucha z ludzi, którzy podając sobie szklanki z wodą, gaszą pożar.

2. Stara kobieta, matka kogoś ważnego, siedzi na ziemi przed wiejską chatą. Kobieta rodzi, jest wesoła. Spod jej spódnicy wychodzi obrzydliwy czarny pies. Kobieta się śmieje. Telewizja robi zbliżenie na psa. Replay.

07.04.10


Link 07.04.2010 :: 08:51 Komentuj (0)
Powroty.

5.04.10 (bad romance)


Link 05.04.2010 :: 10:06 Komentuj (0)
Nie wiem jak do tego doszło, ale chciałbym to powtórzyć. Niestety, nie mogę jej znaleźć.

31.03.10


Link 31.03.2010 :: 09:14 Komentuj (0)
W klasie, gdzie są różni moi koledzy i koleżanki ze szkoły, odbywa się konkurs. Jesteśmy podzieleni na kilka grup, a zawody polegają na śpiewaniu hymnów państwowych. Każdy musi wyjść na środek i zaśpiewać - na początku nie ma problemu, śpiewane są hymny Polski, Niemiec i Holandii. Problem zaczyna się pod koniec, kiedy nikt już nie chce wyjść. Z mojej grupy wychodzi mój kuzyn i śpiewa Marsyliankę po polsku. Zwycięstwo wydaje się pewne, lecz jak okaże się po chwili, kiedy będziemy przy barakach podliczać punkty, zdobyliśmy ich tylko 4. Nie wiemy na której jesteśmy pozycji.

18.03.10


Link 18.03.2010 :: 09:14 Komentuj (0)
Lila wpadła do bajorka w naszym ogródku, a że nie umie pływać, zaczęła się topić. Rzuciłem się na ratunek, ale nogi miałem jak z ołowiu i nie mogłem się ruszyć. Upadłem blisko jeziorka i zacząłem się powoli czołgać w stronę wody - Lila w tym czasie zniknęła pod taflą. Udało mi się wyciągnąć ręce i ją wyłowić. Jeszcze mokra wtulała się we mnie.

Załóż bloga

Archiwum

2010
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008

Kategorie

Linki

konkursowo

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl

O mnie